Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusław Linda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusław Linda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2012

"Paradoks" (sezon pierwszy)



Wraz z początkiem września TVP 2 poczęstowała widzów nowym serialem kryminalnym w gwiazdorskiej obsadzie. Pierwszy sezon "Paradoksu" to 13 odcinków, a w każdym nowa zagadka kryminalna do rozwiązania. Za reżyserię odpowiada tercet Grzegorz Zgliński, Borys Lankosz, Igor Brejdygant. Perełką serialu jest Bogusław Linda wcielający się w rolę nieugiętego i doświadczonego inspektora Marka Kaszowskiego. Nowa produkcja zapowiadała się naprawdę obiecująco, dlatego z wielkimi oczekiwaniami zacząłem chłonąć początkowe odcinki. Z czasem pierwotny żar znacznie przygasł, aż w końcu zamienił się w popiół. Mniej więcej od piątego odcinka "Paradoks" oglądałem wyłącznie z przyzwyczajenia. Co zatem poszło nie tak? Zanim wyleję porcję żalów przedstawię zarys fabuły. Marek Kaszowski (Bogusław Linda) jest inspektorem w Komendzie Głównej Policji. Postać kontrowersyjna, umoczona w przeszłości w przekręty, obecnie podejrzewana przez zwierzchników o związki z lokalnym narkobiznesem w osobie Łańcucha (Mariusz Jakus). Do zbadania niejasnych powiązań Kaszowskiego zostaje oddelegowana podkomisarz Biura Służby Wewnętrznej Joanna Majewska (Anna Grycewicz). Policjantka zajmuje się głównie najbardziej kontrowersyjnymi śledztwami inspektora, zdając regularne raporty Jackowi Zielińskiemu (Andrzej Zieliński), który wyraźnie zagiął parol na Kaszowskiego. Podkomisarz z czasem zaczyna wątpić w szczere motywacje swoich przełożonych.
źródło: http://natemat.pl/
Zbrodnie przedstawione w serialu są w wielu przypadkach odrealnione, a ich motywy nie do końca jasne. Przykładowo w odcinku "Profil" nie poznajemy motywacji zabójcy, możemy się jedynie jej domyślać. Nie dowiadujemy się również w jaki osoba ta weszła w posiadanie amfetaminy wzbogaconej cyjankiem potasu, która według specjalistki Basi (Ewa Skibińska) została specjalnie wyprodukowana na potrzeby zbrodni, a nie zakupiona na ulicy. W odcinku "Oaza spokoju" od razu domyśliłem się nieudolnej intrygi. W odcinku "Animalia" musiałem oglądać żenującą sztampową scenę kolacji prokuratura Sobeckiego (Arkadiusz Jakubik) z policjantką Moniką (Gabriela Muskała), nieustannie żującą gumę. W zasadzie pomysł na jej postać jest strasznie kiepski i odrealniony, jawna inspiracja Hollywood. Tyle, że tam zagrałby ją jakiś Portoryk lub luzacki nigga. Zajebisty jest natomiast pomysł na motyw foliowej reklamówki prokuratora, z którą zawsze przychodzi na komendę. W odcinku "Tato" od razu się domyśliłem fabuły, nie musiałem nawet używać do tego specjalnych programów graficznych z Quantico. Jak usłyszałem ten motyw myślałem, że spadnę z krzesła, ale na szczęście leżałem na łóżku. Jak się później okazało, szkolenia polskich policjantów w bazie FBI to prawda, toteż zwracam honor twórcom. Pod względem kryminalnym znowu jest co najmniej dziwnie i potencjalna zbrodnia wydaje się być odrealniona. Na szczęście w odcinku znalazły się mniej więcej dwa doskonałe, wręcz wyborne, ujęcia nasze stolicy.
źródło: http://www.filmweb.pl/
Finał premierowej serii to kompletne rozczarowanie pod względem fabularnym. Z nieudolnego flashbacku dowiadujemy się dlaczego Zieliński przestał pracować z Kaszowskim (wyjątkowo naciągane, dla mnie całkowicie nieprzekonujące) oraz poznajemy rozwiązanie misternej zagadki, plecionej od początku serialu. Moim zdaniem totalna żenada, w szczególności działania Zielińskiego w ostatnim odcinku. Naprawdę nie rozumiem jaki był ich potencjalny cel, skoro nasz villain prezentował się dotąd jako utalentowany geniusz zbrodni. Ale to jeszcze nic przy ostatnich scenach. To co zobaczyłem praktycznie całkowicie odebrało mi nadzieję podkładaną w "Paradoksie". Rozumiem ideę twistu, ale BEZ PRZESADY!!! Twórcy stworzyli coś w rodzaju kryminalnego M. Night Shyamalana! I jeszcze sugestie o wszechobecnym układzie… Kto to będzie tym razem? Ruska mafia? Służby specjalne? Byli esbecy? Żydomasoneria? Czy wszyscy razem? Pewnie odpowiedź poznamy w drugim albo kolejnym sezonie, oczywiście o ile powstaną.
źródło: http://www.filmweb.pl/
Tyle jeśli chodzi o fabułę, bo nie mam ochoty na opisywanie poszczególnych odcinków. Nie widzę w tym celu, ponieważ część z nich była solidna i nie zasługuje na słowa potępienia. Natomiast żaden z nich nie wywołał u mnie jakiekolwiek ekscytacji, czy choćby przyjemności, którą mógłbym opisać. Skoro fabularne żale już za mną, mogę przejść do oceny popisów aktorskich. Niestety wskutek miałkiego scenariusza są to przeważnie postacie jednowymiarowe i strasznie sztampowe. Kaszowski w wykonaniu Lindy to twardy glina z zasadami, który potrafi czasem działać niestandardowo. Sama kreacja jest w porządku, ale przyznam, że szału nie ma. Na miejscu scenarzysty (Igor Brejdygant) dodałbym tej postaci znacznie ciemniejszą przeszłość i mroczniejsze sprawy, tak aby mogła być postrzegana dwuznacznie. Niestety dostajemy kolejnego prawego i sprawiedliwego. Podobnie rzecz wygląda u podkomisarz Majewskiej, z tym że Anna Grycewicz bardzo się starała. Podobał mi się niezwykle jej uśmiech, w rzeczywistości wyrażający prawdziwy smutek. Prawdziwa sztuka się tak uśmiechać. Reszta policyjnej ekipy jest w porządku, z wyjątkiem wspomnianej Moniki, przy czym to nie wina Gabrieli Muskały a chujowego scenariusza. Cezary Łukaszewicz (Młody), Ewa Skibińska (Basia) i Sebastian Pawlak (Marcin) grają całkiem solidnie, dzielnie zmagając się ze sztampowością ich postaci. Niezły był również Witold Dębicki (ojciec Joanny) oraz Mariusz Ostrowski wcielający się w niewdzięczną rolę Waldemara. Andrzej Zieliński jako villain wypada całkiem poprawnie, ale jego pomagier Mariusz Jakus (Łańcuch) to chyba najgorszy gangster jakiego widziałem w życiu (i to zasługa nieudolnego scenariusza). Na koniec zostawiam chłopaków dla których warto było obejrzeć cały sezon „Paradoksu”. Arkadiusz Jakubik (prokurator Sobecki) oraz Przemysław Bluszcz (inspektor Henryk Talak) stworzyli tak fajne postacie, że naprawdę cieszyła mnie każda scena z ich udziałem.
źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/
Rozpisałem się z deczka tym razem, więc trzeba powoli kończyć recenzję. Na tle innych polskich seriali kryminalnych "Paradoks" wypada fatalnie. Nie chcę go nawet porównywać do zagranicznych, bo to nie ma żadnego sensu. Zapewne jeden odcinek dowolnego CSI albo NCIS kosztuje więcej niż cały sezon "Paradoksu". Niemniej biedy jako takiej nie było widać w serialu TVP 2, z wyjątkiem ubóstwa intelektualnego i wtórności, które zdominowały scenariusz. Jeśli macie ochotę oglądać polskie zbrodnie to wybierzcie raczej "Glinę" albo "Pitbulla". W "Paradoksie" na samym początku dostrzegałem potencjał, ale im bliżej było końca nadzieja zamieniała się w rozpacz. Ileż wtórności i chujowości włożono w scenariusz? Czemuż, ach czemuż, nie mogło być dobrze? Na tę chwilę nie mam pewnej informacji czy drugi sezon powstanie, to też napiszę, że gdyby to ode mnie zależało to by nie powstał. Kilka postaci przeszczepiłbym do nowego tworu, a resztę spalił i zaorał. Na koniec jeszcze jedna mała uwaga, aby nie było nieporozumień. "Paradoks" jest co najmniej dwa razy lepszy od bajkowych "Kryminalnych" czy też tworów Polsatu w rodzaju "Fali zbrodni" czy "Policjantów". Początkowo miałem wystawić 5/10, ale byłaby to spora obraza dla "Luthera", który otrzymał 6/10. Oglądajcie na własną odpowiedzialność!
W rodzimym CSI
(źródło: http://www.filmweb.pl/)
Ocena: 4/10.

piątek, 16 listopada 2012

"Psy"

"Psy" to absolutny klasyk polskiego kina. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek z Was może nie znać tego filmu. W kategorii rodzimej kinematografii dzieło Władysława Pasikowskiego znajduje się w TOP 5 najczęściej oglądanych przez mnie filmów. O tekstach, które weszły do codziennego języka chyba pisać nie trzeba. Nie ma co zatem owijać w bawełnę – przejdźmy do właściwej recenzji. Fabuła niezwykle kontrowersyjna jak na moment powstania filmu (1992). W zasadzie nawet dzisiaj produkcja o szlachetnych ubekach budziłaby pewnie wiele sprzeciwów ze strony tzw. środowisk prawicowych i obrońców jedynej Polski. Już widzę ten hejting o fałszowanie historii, gloryfikowanie SB itp. Niemniej "Psy" umiejscowiono w początkowym okresie transformacji państwa polskiego.

źródło: http://filmaster.pl/
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa muszą przejść procedurę weryfikacyjną, aby podjąć pracę w nowej policji. Co ciekawe według danych z Wikipedii weryfikację przeszło pozytywnie aż 10,4 tys. osób z łącznej liczby 14 tysięcy. W trakcie dostosowania do nowych realiów demokracji byli esbecy sprzątają swoją przeszłość paląc na wysypisku akta ogromnej liczby tajnych współpracowników. Jednakże pomimo wielkich obaw jedyną ofiarą nowego systemu pada Olo (Marek Kondrat). Franz (Bogusław Linda) i jego koledzy dostają etaty w policji, chociaż kompletnie nie znają się na tej robocie. Tymczasem na bezrobociu Olo rozpoczyna współpracę z byłym majorem SB Grossem (Janusz Gajos), który wszedł właśnie do narkobranży. W trakcie nieudolnej policyjnej akcji Gross zabija i ciężko rani kilku byłych esbeków. Franz postanawia odnaleźć sprawców i jednocześnie przywrócić Ola do służby, aczkolwiek nie wie, że jego przyjaciel bardzo dobrze czuje się w nowym fachu.
źródło: http://www.stopklatka.pl/
Po pierwsze aktorstwo. Z wyjątkiem Agnieszki Jaskółki (Angela), której postać jest sztuczna i strasznie chujowa moim skromnym zdaniem, nie ma przypału. Kwartet Linda - Kondrat - Gajos - Pazura ogląda się wspaniale. Wiadomo powszechnie, że Bogusław rolą Franza wykreował się na największego herosa polskiej kinematografii. Niemniej jest świetny, tak jakby scenariusz napisano specjalnie dla niego. Marek Kondrat dotrzymuje mu kroku, autentycznie polubiłem Ola. Nowy to życiowa rola Cezarego Pazury. Jednak najbardziej podobał mi się Janusz Gajos, który po prostu kradnie film. Z aktorów drugoplanowych zdecydowanie najlepiej wypada Edward Lubaszenko wcielający się w legendarnego kapitana Stopczyka. Oprócz niego świetne role zagrali również Zbigniew Zapasiewicz (senator Wencel – Czasy się zmieniają, a pan zawsze w komisjach), Tomasz Dedek (Wawro), Ryszard Fischbach (Dziadek), Tadeusz Szymków (Jerzyk), Maciej Kozłowski (Barański), Jan Machulski (major Walenda), Aleksander Bednarz (major Bień) oraz Jerzy Bończak (Chemik). Oprócz tego w epizodach pojawiają się m.in. Olaf Lubaszenko, Tadeusz Huk, czy też Artur Żmijewski (poznajemy tu handlarza złomem, Wolfa). Naprawdę imponująca obsada!
źródło: http://www.stopklatka.pl/
Scenariusz Władysława Pasikowskiego jest wyborny. Niemal każda scena zawiera zajebiste dialogi, które autentycznie bawią lub poruszają. Wyobraźcie sobie, że w filmie z 1992 roku znajduje się scena, w której po libacji alkoholowej w stołówce firmy byli esbecy wynoszą pijanego kolegę śpiewając radośnie Balladę o Janku Wiśniewskim. Pociśnięto również posłom męczącym pierdołami kapitana Stopczyka i majora Walendę – ich ugrupowanie to Chrześcijańska Unia Jedności. Ogólnie rzecz biorąc scena libacji alkoholowej w stołówce i jej późniejszy epilog w gabinecie majora to jedna z najlepszych sekwencji polskiej kinematografii. Ogromne wrażenie na mnie zrobił monolog Nowego połączony z rozpierdolem w szpitalu po nieudanej akcji. Równie poruszające są sceny na wysypisku podczas palenia akt SB, czy choćby rozmowa Ola z Grossem w marnej restauracji.
źródło: http://www.stopklatka.pl/
Po dwudziestu latach od powstania "Psy" cieszą mnie nadal tak samo, jak za pierwszym razem, gdy je oglądałem. Jedyna rzecz, która mnie trochę drażni, to strasznie jednowymiarowe role kobiece. Wcześniej czy później każda bohaterka filmu okazuje się kurwą. Aczkolwiek jest to drobny niuans, który nie wpływa zasadniczo na odbiór "Psów". W pełni uzasadniony wydaje się być zatem kultowy status filmu Władysława Pasikowskiego. Bardzo mnie cieszy, że jest odpowiednio brutalny, a jego bohaterem jest były esbek. To nie jest kolejna cukierkowa opowieść o dzielnych policjantach, ale brudne kino o ludziach, którzy nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a wódkę piją z gwinta. "Psy" mogę oglądać do znudzenia, a to zdarza się niezwykle rzadko. Za to wszystko należy wystawić godną ocenę – na pohybel czarnym i czerwonym, na pohybel wszystkim!

Ocena: 9/10.

Recenzja drugiej części pod linkiem "Psy II: Ostatnia Krew".

piątek, 26 października 2012

"Zabij mnie, glino"



Kiedy fundamenty poprzedniego ustroju zaczęły się chwiać moralna zgnilizna kultury Zachodu zaczęła coraz mocniej penetrować naszą pszenno-buraczaną ojczyznę. Pod koniec lat 80-tych pełna ofensywa nie była jeszcze do końca możliwa, ale po obejrzeniu "Zabij mnie glino" mogę stwierdzić, że w 1987 roku hollywoodzkie wzorce bardzo mocno oddziaływały na polską kinematografię. W zasadzie film w reżyserii Jacka Bromskiego bez żadnego przypału kopiuje amerykańskie kino sensacyjne, a jedynym oryginalnym elementem jest polska rzeczywistość (chociaż i tak dosyć nietypowa jak na realia socjalistyczne).

Fabuła bardzo gangsterska: groźny zakapior Malik (Bogusław Linda) ucieka z więzienia. Jednakże kapitan Popczyk (Piotr Machalica) bardzo szybko odnajduje zbiega, gdyż w przypływie geniuszu zatrzymał się u swojej żony. Malik poprzysięga milicjantowi zemstę. Wkrótce wraz ze swym dzielnym kompanionem Sewerynem (Zbigniew Zamachowski) ucieka z rozprawy sądowej. Na wolności Malik nagle zamienia się w geniusza zbrodni i postanawia zrealizować śmiały plan zemsty. Pierwszą ofiarą pada Stawski (Jerzy Zach), były zleceniodawca gangstera, aczkolwiek głównym celem pozostaje kapitan Popczyk. W międzyczasie Malik nawiązuje romans z poznaną w pociągu lekarką z Sosnowca (Anna Romantowska).
źródło: http://www.stopklatka.pl/
Pod względem obsady jest imponująco: Linda, Zamachowski, Machalica, Romantowska, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Andrzej Grabarczyk (bardziej znany jako Jerzy z Klanu, lub Jerzy Knorr), Maria Pakulnis, Marek Barbasiewicz, Piotr Fronczewski, Jan Machulski, Olgierd Łukasiewicz, Juliusz Machulski, Zbigniew Buczkowski, Krzysztof Zaleski, a nawet Karol Strasburger. Jeśli nawet część nazwisk nic Wam nie mówi, to gwarantuję, że znacie te twarze. Dla mnie tyle sław w jednym filmie jest praktycznie nie do pojęcia. A jeszcze dziwniejsze jest to, że w "Zabij mnie glino" zdarzają się momenty żenującego aktorstwa, które niemal zmusiły mnie do zmiany kanału. W tej kategorii zdecydowanie przoduje Tomasz Lengren w roli milicjanta Kwapińskiego. Wycięcie tych scen zdecydowanie podniosłoby moją ocenę filmu. Niestety role kobiece zostały bardzo słabo napisane, przez co wydają się albo niewiarygodne albo za bardzo przerysowane. A kto wypada zatem najlepiej? Z pewnością duet głównych bohaterów, czyli Linda i Machalica. W porządku była również większość wymienionej powyżej obsady męskiej, przy czym chciałbym wyróżnić Andrzeja Grabarczyka, Piotra Fronczewskiego oraz Zbigniewa Zamachowskiego.
źródło: http://www.stopklatka.pl/
W tym momencie należy przejść do oceny rozwiązań fabularnych. Jak już wspominałem mamy do czynienia z totalną kopią amerykańskiego kina sensacyjnego. W większości przypadków wypada to wysoce żenująco (m.in. nieudolna próba asasynacji w więzieniu, przykra próba asasynacji na ulicy, wszelkie pościgi, wybuchy i efekty specjalne, których w filmie niemało). Sposób w jaki postępują bohaterowie wydaje się ogromnie nielogiczny. O ile Malik nosi znamiona geniusza zbrodni, o tyle często robi coś na pałę. Wspomnienie metamorfozy image’u jaką przeszedł Seweryn by zmylić milicję obywatelską zostanie mi do końca życia (dla ciekawych: został punkiem). Znowuż Piotr Fronczewski zawiaduje czymś w rodzaju socjalistycznego CSI, gdzie robi analizy wszystkiego tak grube, że przez całe lata 90-te się o tym scenarzystom nie śniło. W końcowych scenach milicja dysponuje natomiast tak ogromnymi ilościami zaawansowanego sprzętu do inwigilacji, że nie rozumiem jak można było dopuścić do funkcjonowania opozycji i ostatecznego upadku ustroju. Ponadto w filmie wykorzystano również wątek jasnowidza ojca Benedykta – totalne żenua.
źródło: http://www.stopklatka.pl/
"Zabij mnie glino" epatuje kulturą Zachodu. Bohaterowie palą Marlboro, czytają Newsweeka, a na komendzie MO je się hamburgiery popijane shake’ami – prawdziwa Ameryka! Ponadto mamy do czynienia ze zjawiskiem określanym jako casual sex. Trudno uwierzyć trochę w te wszystkie amerykanizmy, chyba twórcy jednak z deczka przesadzili. Jednak polska rzeczywistość daje o sobie znać. W filmie znalazła się scena z blokowiska, w której jeden z bohaterów stoi przez murem ozdobionym niezwykle uroczym napisem SATAN. Wracając do tematu blokowiska, to mimo, że minęło 25 lat od powstania "Zabij mnie glino", wygląda ono niemal tak samo jak wiele współczesnych. Ogromnym szokiem było dla mnie również ujrzenie w przedziale PKP tych samych zasłonek w przedziałach, które można jeszcze spotkać obecnie. Zastanawia mnie zatem kiedy zaczęto ich używać. "Zabij mnie glino" nie nosi zbyt wielu znamion oryginalności, ale jest wyjątkowo prekursorskie w kwestii kopiowania zachodnich wzorców (tak to brzmi dziwnie). Z pewnością wywarło ogromny wpływ na późniejsze polskie kino sensacyjne i przyczyniło się do powstania wielu dobrych filmów. Pod pewnymi względami bije na głowę wiele produkcji nie tylko z lat 90-tych, ale i nawet ostatniej dekady. Dlatego mimo, że poziom żenady momentami osiąga stan krytyczny, uhonoruję film dosyć wysoką oceną.

Ocena: 6/10.

Polecam dialog:
Dziwka – Jestem aż taka sławna?
Malik – Twoja sława dotarła do Białegostoku.

sobota, 29 września 2012

"Miasto prywatne"



"Miasto prywatne” to sztandarowy przykład polskiego inspirowanego wzorcami z Hollywood w wersji reprezentuję biedę. Oczywiście gangsterskie opowieści zostały bardzo mocno osadzone w polskiej, chujowej rzeczywistości. Niestety, jak przystało na każdy polski film, pod względem finansowym dzieło Jacka Skalskiego dysponowało budżetem milijon razy niższym niż przeciętny amerykański film sensacyjny. W związku z tym chciałbym zaapelować do twórców: czy naprawdę warto marnować taśmę filmową i ograniczone środki, żeby nakręcić tak żenujące gówno?
źródło: http://www.zajefajna.com/
Tym razem scenarzyści postanowili przyjebać widzowi od początku, pozostawiając go bez żadnej nadziei, że później będzie lepiej. Małe, podwarszawskie miasteczko zostało opanowane przez lokalny gang składający się z Pawika (Bogusław Linda), Dziurgi (Mirosław Baka), Aliego (Maciej Kozłowski), Kaczora (Mirosław Zbrojewicz) oraz Barnaby (Dariusz Gnatowski). Chłopacy znają się od małoletniości toteż sprawnie pacyfikują opór miejscowej ludności i z łatwością przejmują władzę w mieście. Jednakże, jak wiadomo nie od dziś, wielkie pieniądze zmieniają ludzi i sprawiają ogromne problemy, w szczególności, gdy zadziera się z rosyjską mafią.
źródło: http://dystrybucja.tvp.pl/
 Jak to się ogląda? W samotności wyjątkowo żenująco, dlatego polecam zaprosić na seans jakichś znajomych, bo wtedy może być niezły ubaw. Polecam również wszelkiego rodzaju substancje wpływające na percepcję widza, gdyż mogą one diametralnie zmienić odbiór tego obrazu. Film warto zobaczyć, aby przekonać się jak Bogusław Linda wygląda w dresie, gdyż jest to prawie jedyny outfit, w jakim pojawia się na ekranie. Niestety w scenie ślubu został porzucony na rzecz garnituru, co burzy dotychczasowy wizerunek Pawika. Śmietanka polskich aktorów może miała ubaw kręcąc "Miasto prywatne”, ale z pewnością nie przełożyło się to na jakąkolwiek wartość artystyczną. Co mogę polecić? Na pewno scenę orgii, w której obnażony do pasa Barnaba prezentuje swój kaloryfer, a Ali szczyci się klatą porośniętą prawdziwą amazońską dżunglą. Naprawdę, są to wspaniałe doświadczenia wizualne, które wyryją się w pamięci na długie lata. Warto zobaczyć również legendarną grę aktorską Piotra Cyrwusa, zanim został Ryśkiem z Klanu (tutaj w roli Ruska). Na koniec przytoczę dialog rozgrywający się pomiędzy Pawikiem i jego żoną, który mnie autentycznie ubawił:

Pawik: Nawet się mnie nie spytasz gdzie idę…
Gocha: Gdzie idziesz?
Pawik: A chuj Cię to obchodzi!

Ocena: 2/10.

sobota, 1 września 2012

"Psy II: Ostatnia Krew"



Pewnego dnia wielce szacowny Marcus z Cordoby wyraził dosyć kontrowersyjną opinię, iż nie ma chyba gorszego filmu niż "Psy II: Ostatnia Krew”. Po obejrzeniu wielu polskich filmów śmiem się nie zgodzić z tą hipotezą, ale też muszę przyznać, że sequel legendarnych "Psów” był kompletnie niepotrzebny. Nie za bardzo rozumiem motywację twórców, jedyne co mi przychodzi do głowy to nieudany skok na kasę, bo pod każdym względem jest to wyjątkowo płytkie dzieło.
źródło: http://filmaster.pl/
Po kilkuletniej odsiadce Franz (Bogusław Linda) wychodzi z więzienia. Niemal od razu spotyka handlarza bronią Wolfa (Artur Żmijewski), od którego jak doskonale pamiętamy nabył kałasznikowa, którym wyeliminował Ola w pierwszej części. W czasie odosobnienia Franza Wolf ewoluował zostając również najemnikiem w serbskich oddziałach w Bośni. Doceniając postawę przyjaciela na procesie, Wolf proponuje Franzowi udział w wielomilionowym przemycie broni do Bośni. Z braku lepszych perspektyw nasz bohater przyjmuje propozycję, wciągając do biznesu Nowego (Cezary Pazura).
źródło: http://www.interia.pl/
W zasadzie nie ma sensu porównywać "Ostatniej Krwi” do pierwszej części, gdyż pod każdym względem wypada znacznie gorzej. Fabuła jest o co najmniej dwie klasy gorsza, występuje ubóstwo fajnych tekstów, mielizny fabularne oraz żenujące sceny akcji (w szczególności pościg samochodowy oraz strzelanina w pociągu). Pod względem aktorstwa jest różnie: Linda jest w porządku, Pazura zaczyna być już chujowy, ale za to Wolf to chyba najlepsza rola Żmijewskiego (szkoda, że potem skończył w "Na dobre i na złe”). Świetny epizod zagrał natomiast Sławomir Sulej ("Wyrwałem chwasta”). Poza tym powracają znani i lubiani: major Bień, kapitan Stopczyk oraz major Walenda – cała trójka wspaniała jak zawsze.
źródło: http://www.pinger.pl/
 Jak już pisałem na samym początku, nie widzę konieczności kręcenia tego filmu. Zakończenie to już naprawdę absolutne przegięcie (i nie chodzi o scenę w hotelu, ale to co się dzieje potem), które psuje cały dotychczasowy klimat. Poza tym może chciałbym wiedzieć co się stało z Wolfem, ale scenarzyści postanowili zostawić temat otwarty. Zakładam, że twórcy chyba planowali odnieść sukces finansowy, który pozwoliłby na nakręcenie trzeciej części z Wolfem w roli głównej. 
A zatem dostaliśmy dzieło, które nijak ma się do legendy, ale mogę je ostatecznie polecić dla kreacji Artura Żmijewskiego i epizodu "Wyrwałem chwasta”. Poza tym jest to kino akcji, wyraźnie wzorowane na amerykańskich filmach, tylko z budżetem, który nie pozwalał na pełne odwzorowanie przyzwoitych scen pościgów i strzelanin. Bardzo przykre, że i tak bije na głowę większość polskich produkcji tego rodzaju. Od biedy można obejrzeć.

Ocena: 5/10 (jedna gwiazdka za Wolfa i "Wyrwałem chwasta”).

niedziela, 19 sierpnia 2012

"Sezon na leszcza"


Czasem przychodzi taki dzień, kiedy pewni swojej mocy rzucamy wyzwanie najchujowszym filmom świata, czyli rozrywkowym produkcjom polskiej kinematografii. Tym razem ma to na celu również mentalne przygotowanie do projekcji „Kac Wawa”, który jakoby stał się niedoścignionym i legendarnym wzorem produktu filmopodobnego. Akurat się złożyło, iż "Sezon na leszcza” objawił się w telewizji. Reżyseruje Bogusław Linda, który oprócz siebie zebrał imponującą (jak na polskie realia) obsadę: Marian Dziędziel, Anna Przybylska, Edyta Olszówka, Paweł Deląg, Robert Gonera, Gabriel Fleszar.
źródło: http://www.wp.pl/
 Fabuła to dwa równoległe wątki: ucieczka po średnio udanym napadzie na bank oraz perypetie małomiasteczkowego policjanta, który pragnie zidentyfikować kochanka swojej żony. Niestety za późno włączyłem telewizor i przeoczyłem zapewne wspaniałą akcję rabunkową, której nie powstydziłaby się nawet "Gorączka”. Myślałem, że może wróci we flashbackach, ale niestety tak się nie stało. Pomysł na film zatem całkiem ambitny – to mogę przyznać, ale wykonanie niemal tragiczne. Pierwszy wątek (Gabriel Fleszar oraz Anna Przybylska) pod każdym względem zasługuje na 0/10. Rzekłbym, iż jest to niemal surrealistyczne widowisko, które w gruncie rzeczy nie ma żadnego sensu i nikogo nie obchodzi. Poza tym gra aktorska Gabriela Fleszara (prawdziwy MVP tego filmu) wyjaśnia, dlaczego jego kariera rozwinęła się w taki, a nie inny sposób, i czemu dostał tyle nominacji i Oscarów.
źródło: http://www.filmpolski.pl
Na szczęście wątek drugi jest o wiele lepszy – przy czym stwierdzenie „o wiele lepszy” nie oznacza, że jest wyjątkowo dobry. W przeciwieństwie do pierwszego jest przynajmniej w jakiś sposób interesujący i czasami zabawny (oczywiście jest to humor oparty na wulgaryzmach). Marian Dziędziel i Bogusław Linda to ludzie stworzeni do picia wódki na ekranie. Dlatego nie może dziwić, że scena deszczowej womitacji Lindy wzbogacona oddawaniem moczu przez Dziędziela pod blokiem nosi w sobie geniusz realizmu (troskliwe pytanie „czy coś Ci zaszkodziło?”). Ten wątek można ocenić mniej więcej na 5/10. Poza tym product placement, ludzie z miasta, korupcja i łapówki oraz nietypowe, jak na polskie kino, zakończenie, za które podnoszę ocenę o jedną gwiazdkę.

Ocena: 3/10.

środa, 8 sierpnia 2012

"Bitwa Warszawska 1920"

"Bitwa Warszawska 1920" – pierwszy polski film w 3D wyprodukowany za ok. 9 mln USD. To brzmi dumnie i budzi respekt, ale raczej w Kazachstanie niż w Europie Zachodniej (z szacunku nie wspominam nawet o USA). Szczerze powiedziawszy po Jerzym Hoffmanie oczekiwałem znacznie więcej i jestem naprawdę rozczarowany tym, co zobaczyłem. Oto historia dzielnego kawalerzysty Janka (Borys Szyc) i jego wielkiej miłości do artystki estradowej Oli (Natasza Urbańska) zostaje wpleciona w dramatyczną walkę o niepodległość burżuazyjno-imperialistycznego państwa polskiego. W filmowych epizodach pojawia się cała masa postaci znanych doskonale z historii m.in.: Lenin, Trocki, Stalin, Tuchaczewski, Piłsudski, Grabski (Żebrowski – lol), Witos. Oczywiście jest to celowy zabieg, który ma zaznajomić widza z historią naszej ojczyzny. Dla mnie jest to zdecydowanie niepotrzebne, bo dzięki Renacie i Historii Polski XX wieku doskonale znam te wydarzenia, ale mam świadomość, iż masy społeczne są nieuświadomione historycznie (oraz ideologicznie pewnie też). Niestety wpływa to w dużym stopniu na spójność filmu.

Moim zdaniem największą wadą "Bitwy Warszawskiej" jest epizodyczność fabuły (podobnie jak w „Katyniu”) oraz jej miałkość. To typ filmu: „im bardziej przejebane ma masz bohater, tym większa szansa, że go zaraz wyratują („aeropłany”, dobrzy kozacy Bohuna, ba – nawet bolszewicy).” Dialogi są często przykre i budzą zażenowanie, podobnie jak „gra aktorska” Nataszy Urbańskiej (gdzie nominacja do Oscara jest?!). Około 25% „Bitwy” to estradowe popisy Nataszy, w których wypada całkiem nieźle swoją drogą, ale to nie jest musical tylko kino batalistyczne. Z aktorów najlepszy jest Adam Ferency, który wcielił się w czekistę.

Czekałem na epickie kino. Zatem pytam gdzież ono się podziało? Wszystkiego jest mało: sprzętu, dekoracji, czerwonej hołoty, scen batalistycznych, kawalerzystów, wybuchów, okrucieństwa. Widocznie za 9 mln USD nie da się nakręcić godnego filmu o jednej z najważniejszych bitew ubiegłego stulecia, który by nie budził zażenowania u widza. A jeśli się nie da to po co kręcić takie coś? Oczywiście dla pieniędzy J

Ocena: 2/10 (bo film nie jest sprawnie zrealizowany, ale mógłby być jeszcze gorszy).