Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silvio Orlando. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silvio Orlando. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 kwietnia 2025

"Parthenope" (2024)

When you know everything, you die early and alone.
Get acquainted with the unspeakable.

Chociaż w Krakowie jestem już prawie od dwóch dekad (w sumie to od paru lat już nie do końca jestem w Krakowie, co raczej bywam, aczkolwiek nie wiem czy ma to dla Was jakiekolwiek znaczenie, ponieważ niektórzy twierdzą, że nie, ale dla innych z kolei wszystko ma znaczenie), to nadal, jak się okazuje ku mojemu ignoranckiemu zaskoczeniu, istnieją miejsca, w których nie stanęła jeszcze moja stopa. Co prawda z każdym rokiem ubywa ich coraz bardziej, niemniej na liście pozostaje jeszcze parę punktów do odhaczenia. Tym razem udało się zaliczyć legendarną kinokawiarnę KIKA, położoną niemalże na styku Ludwinowa i starego Podgórza. I naprawdę fajnie, że przed seansem można wychylić lampkę wina z Moraw albo kufelek czeskiego piwcia (pozdro Natalia za stare czasy Zielonego Kontrabasu), to możliwość wnoszenia tychże trunków na kinową salę nie jest już taka kolorowa w praktyce. Okazało się bowiem, że jest coś jeszcze bardziej wkurwiającego niż spóźnianie się na seans i przepychanie między fotelami do swojego miejsca (czego to najbardziej nienawidzę w kinie): otóż wyłażenie z sali w trakcie filmu po uzupełnienie alko-płynów. Naprawdę, trochę kurwa kultury, a przede wszystkim poszanowania dla pozostałych uczestników seansu. No, ale czas przejść do meritum, ponieważ ten przydługi (albo też przygłupi) wstęp może w zasadzie bardziej zniechęcać niż zachęcać do przeczytania reszty.
A24 Films LLC

Przechodząc do konkretów to wybraliśmy się kinokawiarni KIKA, żeby obejrzeć najnowszy film Paolo Sorrentino, czyli "Parthenope" (w Polszy "Bogini Partenope"). Ponieważ każdy w szkole zapoznał się doskonale z grecką mitologią (oczywiście czytając ją w grece), to nie muszę chyba przypominać, że Parthenope była syreną, której nie udało się uwieść swoim śpiewem Odyseusza, w efekcie czego popełniła samobójstwo, a morze wyrzuciło jej ciało na wyspę Megaride, gdzie dziś wznosi się Castel dell’Ovo (istnieje też alternatywna rzymska wersja legendy z Wezuwiuszem). Greccy kolonizatorzy Italii nazwali miasto założone w tymże miejscu na jej cześć, a dzisiaj znamy je pod inną nazwą – Neapol. I w zasadzie to bohaterka filmu jest właśnie kimś uosabiającym współczesne dzieje tego miasta. Parthenope (Celeste Dalla Porta) przychodzi na świat latem 1950 roku wśród morskich fal małej zatoczki nieopodal jej rodzinnej rezydencji. Dziewczynka od najmłodszych lat sypia w karocy ufundowanej przez bogatego biznesmena zatrudniającego jej ojca, wychowując się razem z podkochującymi się w niej chłopcami: starszym bratem Raimondo (Daniele Rienzo) oraz Sandrino (Dario Aita), synem służącej.
A24 Films LLC

Wychodząc z seansu, jeszcze na schodach kina, usłyszałem pierwsze zachwyty nad zdjęciami – że są wręcz OSZAŁAMIAJĄCE powiedziała pewna pani swojej koleżance, przy czym użycie słowa pani mogłoby sugerować wiek starszy, niemniej zapewne był on zbliżony do mojego (czyli już dawno po latach chrystusowych albo, jeśli preferujecie Dantego, po połowie czasu)! Trudno się nie zgodzić z wyrażoną w ten nad wyraz ekspresyjny sposób opinią – "Parthenope" jest nakręcona po prostu przepięknie, ze zwróceniem uwagi na najmniejsze detale scenografii. Jednak w tych wizualiach jest ukryte coś jeszcze, coś co sprawia, że film Paolo Sorrentino odebrałem w sposób naprawdę wyjątkowy. Bowiem, jak już wspominałem akapit wyżej, jest to swoista opowieść o dziejach Neapolu (gdzie rozgrywała się również bardzo osobista dla reżysera "To była ręka Boga") ukazana przez pryzmat życia Parthenope, to jednak przedstawienie na ekranie tej uroczej dziewczyny ma w sobie coś naprawdę magicznego. Nie chodzi tylko o to, że Celeste Dalla Porta jest (i nie bójmy się tego podkreślić w tych dziwnych czasach!) piękną, zmysłową kobietą i kamera doskonale oddaje jej wdzięki, ale o coś tak nieuchwytnego jak magnetyczny wręcz blask w oczach czy niezwykłą aurę dobroci w najczystszej postaci, która sprawia, że chcielibyśmy z nią kroczyć po najciemniejszych ulicach Neapolu.
A24 Films LLC

I właściwie chociaż fabuła filmu opiera się w dużej mierze na Parthenope przemierzającej ulice rodzinnego miasta to wcale nie jest nudno. Na ekranie oglądamy bowiem wiele dziwnych czy wręcz mistycznych rzeczy – jak choćby epidemię cholery, raczej żałosny występ Grety Cool (Luisa Ranieri) opluwającej mieszkańców Neapolu, połączenie dwóch rodzin Camorry czy doroczny cud krwi świętego Januarego (fiolka z krwią świętego zmienia stan skupienia ze stałego na płynny, ale nie zawsze się udaje) i związaną z nim zabawną i pełną obłudy postać kardynała Vescovo (Peppe Lanzetta). Galeria postaci przewijających się w filmie jest bardzo nietypowa, ale moimi faworytami oprócz wspomnianego hierarchy kościelnego są nieprzystępny profesor Marrotta (Silvio Orlando), pełniący rolę mentora naszej bohaterki w zakresie antropologii oraz autentyczny amerykański pisarz John Cheever (Gary Oldman), którego Parthenope poznaje w trakcie krótkiego wypadu na Capri. Swoją drogą uwielbiam, gdy kino inspiruje mnie do poszerzenia horyzontów, więc właśnie czytam sobie zbiór opowiadań Wizja świata jego autorstwa (i dodam, że jestem zachwycony na tyle, że zakupiłem sobie egzemplarz).
A24 Films LLC

Jeśli chodzi o aktorstwo to Celeste Dalla Porta jest tutaj po prostu numerem jeden pod każdym względem. Jej postać jest ukazana na ekranie w sposób autentycznie zjawiskowy i naprawdę trudno oderwać od niej wzrok, a także przejść obojętnie obok ciętych ripost. Wielkie oklaski należą się również Danielowi Rienzo za fascynującą, przejmującą i przede wszystkim tragiczną rolę brata zakochanego w Parthenope. Warto także wyróżnić Silvio Orlando za przejmującą rolę profesora Marotta, a także Peppe Lanzetta za wybitne wcielenie się w wyjątkowo zdegenerowanego (a może tak naprawdę po prostu zwyczajnego dla tej profesji) kardynała Vescovo. Oczywiście Gary Oldman to jak zawsze klasa sama w sobie, więc jego interpretacja amerykańskiego pisarza Johna Cheevera to również pozycja godna naszej uwagi.
A24 Films LLC

Nie mam najmniejszych złudzeń, że ta recenzja może w jakimkolwiek stopniu oddać złożoność wrażeń z seansu „Parthenope”, niemniej I did my best. Paolo Sorrentino po raz kolejny wzniósł się na boski poziom kinematografii i jedyne co mogę zrobić to zachęcić Was jak najmocniej to obejrzenia tego pięknego filmu poświęconego Neapolowi!
A24 Films LLC

Ocena: 10/10 (chociaż Celeste Dalla Porta zasługuje na 11/10).

czwartek, 30 maja 2019

"The Young Pope" (sezon 1, 2016)


I am a contradiction. Like God. One in three and three in one.
Like Mary, virgin and mother. Like man, good and evil.

Po spektakularnej porażce ostatniego sezonu "Gry o tron" (niestety nie mam nawet ambicji tworzenia tekstu o tej totalnej klęsce, chociaż z pewnością pisałoby się łatwiutko i przyjemnie) postanowiłem zatopić smutki i żale w kolejnej serialowej produkcji sygnowanej logiem HBO. Kontrowersyjny, szczególnie w Polszy, gdzie szerzy się żenująco płytki, wręcz prymitywny, kult JP2 (ktoś przeczytał choćby jedną encyklikę autorstwa Karola?), pomysł na serial o młodym papieżu autorstwa Paolo Sorrentino, twórcy "Wielkiego piękna"? Brzmi po prostu świetnie! W szczególności, jeżeli w trakcie studiów podczas niejednej libacji alkoholowej planowaliście osadzić na tronie Piotrowym papieża, który pod zaszczytnym przybranym imieniem Zdzisława I, zaraz po wyborze ogłosiły, że bóg nie istnieje. Jakże bardzo należy ubolewać, że niektóre pomysły nigdy nie wychodzą poza rozbudowaną fazę planowania... Niestety w dzisiejszych czasach studenci stracili rewolucyjny zapał, nawet do realizacji tak zabawnej i szczytnej idei. Choć z drugiej strony być może ktoś kiedyś dumnie wzniesie sztandar Zdzisława I, tak jak sztandar pułkownika Xawrasa Wyżryna z powieści Jacka Dukaja. No, ale postarajmy się skupić na serialowej rzeczywistości "The Young Pope".
© 2019 Home Box Office Inc.
Akcja "Młodego papieża" rozpoczyna się wkrótce po zaskakującym wyniku konklawe. Ku zdziwieniu światowej opinii publicznej na tron Piotrowy wstąpił pierwszy amerykański papież, prawie nikomu nieznany, a dodatkowo dosyć młody wiekiem Lenny Belardo (Jude Law). O duchownym, wychowanym przez siostrę Mary (Diane Keaton) w katolickim sierocińcu po porzuceniu przez rodziców-hipisów, który mieli coś do załatwienia w Wenecji, nie wiadomo praktycznie nic. Wybór tak tajemniczej postaci okazuje się wkrótce sprytnym zagraniem marketingowym jednej z wiodących frakcji kardynałów, w której prym wiedzie wszechpotężny przekręciaż Voiello (Silvio Orlando). W opinii kościelnych dostojników Lenny wydawał się bowiem idealną osobą do manipulacji, dlatego też postanowili zdradzić jego dotychczasowego protektora, zatwardziałego konserwatystę Spencera (James Cromwell), który był niemal pewny swojego pontyfikatu. Niemniej szybko okazuje się, że papież Pius XIII ma własne, dosyć kontrowersyjne pomysły na sanację Stolicy Apostolskiej.
© 2019 Home Box Office Inc.
Z pewnością "The Young Pope" jest na swój sposób serialem fascynującym, jednakże moim zdaniem nie posiada aż takiej mocy przyciągającej do kolejnego odcinka jak choćby niedawno recenzowane "Big Little Lies" czy choćby trzeci sezon "True Detecitve". Produkcja Paolo Sorrentino długimi fragmentami przyjmuje zdecydowanie poważny ton poruszając niebanalne problemy trapiące współczesny kościół oraz głównego bohatera. Pedofilia, alkoholizm, homoseksualizm/biseksualizm/molestowanie seksualne, wiara na pokaz, brutalna walka o wpływy i przekręty są bowiem w Watykanie na porządku dziennym. Z kolei Lenny, który momentami wydaje się być niemal świętym człowiekiem pragnącym na nowo zdefiniować fundamentalizm katolicki (z wyjątkiem palenia papierosów, które stają się jego nieodłącznym atrybutem), za chwilę potrafi zmienić się w bezwzględnego, epatującego chciwością (co mi przewieźliście w prezencie?), szantażystę, karierowicza i oportunistę, który bez mrugnięcia okiem postanowił porzucić swojego dotychczasowego mentora. Swoją drogą scena ukazująca wkurwienie kardynała Spencera po wyborze młodego papieża jest po prostu oszałamiająca. Warto również podkreślić, że nasz bohater zdecydowanie nie radzi sobie z traumą po porzuceniu przez rodziców-hipisów i motyw ten towarzyszy nam aż do finałowego dziesiątego odcinka. Nie wiem też za bardzo co tak naprawdę myśleć o wierze i stosunku do boga Piusa XIII. Z jednej strony często podkreśla swój ateizm, aczkolwiek jednocześnie dysponuje pewnym mistycznym wpływem na otaczającą rzeczywistość (przeważnie Lenny nie prosi o nic boga, on przedstawia swojego żądania)
© 2019 Home Box Office Inc.
Dodatkowo w "Młodym papieżu" pojawia się bardzo wiele motywów wymykających się nie tylko standardowemu postrzeganiu papiestwa, ale i w ogóle dosyć oryginalnych w serialowych uniwersach. Jeden z moich faworytów w tej kategorii to wątek kangura, któremu Lenny postanowił wspaniałomyślnie darować wolność, aby beztrosko hasał po watykańskich ogrodach. Z kolei bardzo dziwacznie odebrałem motyw lokalnego uzdrowiciela (imponująca scena odwiedzin) oraz bezpłodności Esther (Ludivine Sagnier), zawierający przynajmniej jedną wręcz szokującą scenę. Jeśli miałbym się jeszcze do czegoś przyczepić to mniej więcej gdzieś około ósmego odcinka zmienia się klimat serialu, uderzając w tony, które zdecydowanie mniej przypadły mi do gustu. Niemniej "The Young Pope" ma naprawdę wiele zalet. Poczynając choćby od znakomitej czołówki, w której oglądamy Lenny’ego przechadzającego się korytarzem z obrazami na ścianach (w które znakomicie wpleciono ruchomą kometę), poprzez olśniewającą scenografię i kostiumy (zwróćcie uwagę na scenę, w której wykorzystano piosenkę Sexy and I Know It LMFAO), aż po ostre jak mahakamski sihill Geralta dialogi.
© 2019 Home Box Office Inc.
Wcielając się w Lenny’ego Jude Law zagrał moim zdaniem rolę życia. Odkąd obejrzałem serial zawsze kiedy słyszę słowo papież albo Watykan widzę oczyma wyobraźni Lenny’ego w papieskim outficie, okularach przeciwsłonecznych i szlugiem w pysku. Monstrualna jest to kreacja i wiele twarzy posiadająca: od łagodnego ojca świętego przez twardego, bezwzględnego ucznia Machiavelliego po zagubionego chłopca z sierocińca, który marzy o odnalezieniu rodziców. O ile wcześniej nie zawsze szanowałem Jude’a, o tyle teraz udowodnił, że prowadziłem grzeszny żywot pełny nieświadomości, błędów i wypaczeń (wybacz mi, Lenny!). Tak naprawdę jest to jeden z niewielu seriali, w których naprawdę ciężko wskazać słabe występy. Zarówno Diane Keaton, wcielająca się w siostrę Mary, jak i Silvio Orlando tworzący niejednoznaczną kreację kardynała Voiello, wypadają znakomicie. Na osobne wyróżnienie zasługuje James Cromwell, którego kardynał Spencer zaczyna serial na ostrym wkurwieniu, schładzając emocje z każdym odcinkiem. Na propsy zasłużyli również Javier Cámara (Gutierrez), Scott Shepherd (kardynał Dussolier) oraz Marcello Romolo (ojciec Tommaso).
© 2019 Home Box Office Inc.
Może "Młody papież" nie porwie Was w zatracającą podróż od pierwszego odcinka, ale z pewnością należy docenić cięższy kaliber serialu i stopniowo rozkoszować się produkcją Paolo Sorrentino. Chociaż poziom nieznacznie spada pod koniec sezonu, to jednak za całokształt i Lenny’ego jarającego wciąż papierosy niczym Borygo, muszę wystawić wysoką ocenę.
© 2019 Home Box Office Inc.
Ocena: 8/10.