piątek, 31 lipca 2026

"The Odyssey" (2026)

Łatwo bóstwom, w szerokim niebie mieszkającym,
Bądź w proch zetrzeć człowieka, bądź stawić na szczycie*.

Dzisiaj na warsztacie wylądowała "Odyseja" w reżyserii Christophera Nolana. Prawie trzygodzinny film, który rozpętał w Internetach niejedną imbę i gównoburzę zanim ktokolwiek jeszcze zdążył go obejrzeć. Nieoczekiwanie okazało się bowiem, że wśród współczesnych ludzi ujawnił się ogrom znawców greckiej kultury z epoki brązu, a także twórczości Homera: a to hełmy i zbroje nie takie, a to zdrada/uproszczenie/zmiana przesłania oryginału, a to kolory niewłaściwe, a o krytyce doboru aktorów to można napisać odrębny epos. W obliczu tejże przedwczesnej krytyki oraz mojego braku entuzjazmu wynikającego z obejrzenia trailerów (delikatnie mówiąc aparycja Toma Hollanda nie wzbudziła u mnie zachęty do śledzenia z zapartym tchem poczynań Telemacha) nie planowałem oglądania ostatniego filmu Nolana w najbliższej przyszłości. Jednak nieoczekiwany splot zdarzeń i uderzenie w kina naprawdę szerokim frontem (nawet w Wieliczce!) sprawiło, że wybraliśmy się na seans w upalny premierowy piątek 17 lipca. W poniższym tekście nie szukajcie głębokiej analizy porównawczej filmu Nolana i eposu Homera - nie pamiętam nawet czy kiedykolwiek w liceum czytałem choćby fragmenty Odysei, ale na potrzeby pisania tejże recenzji, a przede wszystkim dla własnej przyjemności (tak, pod wieloma względami była to wspaniała lektura), przeczytałem ją w całości. Nie będę też poruszał zgodności z prawdą historyczną, ponieważ po pierwsze nie czuję się wystarczająco kompetentny (niemniej widziałem w Grecji wiele różnych rzeczy, ale przecież nadal wiem, że nic nie wiem), a po drugie możemy zastanowić się nad następującym pytaniem: na ile realistyczna może być lub powinna być opowieść, w której pojawiają się Cyklopy, syreny, Scylla i Charybda, czarodziejka Kirke zamieniająca chłopów w świnie (chociaż do tej przemiany to niektórym akurat niewiele potrzeba), nimfa Kalipso, a bohaterowie rozmawiają z poległymi w boju tymczasowo wskrzeszonymi towarzyszami? Dlatego też postaram się Wam opowiedzieć o moich osobistych wrażeniach z filmu Nolana - co moim zdaniem wypadło fajnie, a co nie.
© 2026 Universal Pictures.

Fabułę znamy przecież wszyscy. Odyseusz (brodaty i smutny Matt Damon), po dziesięcioletnim pobycie na pierdolonej plaży pod Troją, wyrusza wraz ze swoją wierną załogą w drogę powrotną do wytęsknionej Itaki. W przeciwieństwie do głównych sił greckich, dowodzonych przez wyglądającego totalnie epicko króla Argolidy (zwiedzaliśmy w tym roku, bardzo polecam) Agamemnona (Benny Safdie), obiera inny kurs, co prowadzi do nieoczekiwanego wydłużenia rejsu. Tymczasem w pałacu na Itace jego żona Penelopa (Anne Hathaway) i niepełnoletni syn Telemach (Tom Holland) muszą użerać się z wyjątkowo liczną zgrają zalotników, którym przewodzi Antinoos (Robert Pattinson) oraz Polibus (Corey Hawkins), a rapsy zapodaje Bard (w tej roli Travis Scott - jak gdzieś przeczytałem, z najlepszymi wersami w karierze).
© 2026 Universal Pictures.

Może tym razem zaczniemy od tego, co mi przypadło do gustu. Bardzo spodobał mi się sposób przedstawienia historii przez Christophera Nolana. Tutaj wydarzenia nie mają porządku chronologicznego, a są przedstawiane w trakcie rozmów Odysa z Kalipso, co daje niezwykle ciekawy efekt w odbiorze (swoją drogą podobnie jest w literackim pierwowzorze, gdzie część przygód poznajemy z opowieści głównego bohatera, co może nasuwać pytania czy tak było naprawdę; a dodatkowo jak stwierdza Atena Pallas o błyszczącym oku Odys lubił kłamać już od małego dziecka). Kolejna rzecz świetnie zrealizowana to sceny rozgrywające się na morzu - tu naprawdę czuć sól w ustach i porywisty wiatr we włosach! Kostiumy przeważnie są w porządku i moim zdaniem nie trzeba się czepiać tej wizji Nolana, aczkolwiek zbroja, a przede wszystkim sposób pokazywania na ekranie Agamemnona (który pojawia się dosłownie w kilku scenach), jest naprawdę epicki. Na pewno będzie to moje najmocniejsze wspomnienie z całego filmu. Chciałbym również pochwalić ścieżkę dźwiękową, do stworzenia której wykorzystano typowe dla starożytnej Grecji instrumenty: gongi, liry oraz aulosy (coś w rodzaju piszczałki) - niemniej jak to zwykle u Nolana momentami jest naprawdę głośno. Na koniec warto zwrócić uwagę na dwie sceny: wprost niewiarygodną przemianę towarzyszy Odyseja w wieprze u Kirke (bez wykorzystania CGI - jedynie animatronika oraz sprytne ujęcia kamery) oraz wzruszającą scenę z wiernym psem króla Itaki. Ach, i niemal zapomniałbym wspomnieć o ulotności i zwiewności Ateny, w którą wciela się Zendaya (gdyby ktokolwiek z krytyków koloru skóry Zendayi przeczytał Odyseję wiedziałbym, że Pallada może przyjmować dowolną postać wedle swojego życzenia), niemniej jest to jednocześnie coś, co pozwala na płynne przejście do wad filmu.
© 2026 Universal Pictures.

"Odyseja" w wersji Nolana staje się bowiem raczej ponurym komentarzem do współczesności: Odyseusz, ewidentnie cierpiący na powojenne PTSD (post-traumatic stress disorder - zespół stresu pourazowego) niejednokrotnie powtarza, że współczesna mu cywilizacja upada, a prawdziwą motywacją potężnego Agamemnona była tak naprawdę chęć przejęcia kontroli nad nowymi szlakami handlowymi (co podobno było rzeczywistym powodem tejże wojny, jeśli kiedykolwiek się odbyła). A wracając do Ateny sowiookej to tutaj poza nią nie uświadczymy innych bogów - zresztą można się zastanawiać czy nie jest to jakaś halucynacja zmęczonego egzystencją Odysa. I dopiero przeczytawszy oryginał zrozumiałem, jak bardzo Nolan poszedł w swoją stronę w adaptowaniu tekstu Homera. Czytając bowiem tenże epos najbardziej moją uwagę przykuła zastanawiająca wręcz bliskością i bezinteresownością relacja Ateny i Odysa - bogini mądrości pomaga nie tylko królowi Itaki, ale także jego bliskim: Telemachowi oraz Penelopie, sterując ich poczynaniami lub po prostu subtelnie podsuwając im idee. Oddajmy zresztą głos samej Palladzie: Zawsześ ten sam a nie inny: Niezmienny i stateczny; dlatego przy tobie; Jestem w każdym nieszczęściu i o każdej dobie. Ponadto książkowemu Odysejowi nigdy nie mięknie faja, jest często próżny (jak w przygodzie z cyklopem Polifem) i dumny ze swoich czynów, a jedynie lamentacje odprawia nad poległymi w boju towarzyszami albo przy inwentaryzacji dobytku po nagłym pozostawieniu go przez Feaków na itackiej plaży, a nawet jak spotyka boginię to próbuje ją brać pod pic.
© 2026 Universal Pictures.

Kiedy wyszedłem z kina, pomyślałem sobie, że ok, może dupy nie urwało, ale było chociaż przyzwoicie. Niemniej po lekturze oryginału stwierdziłem, że Nolan jednak rzeczywiście wypaczył przesłanie Odysei, która jest przede wszystkim opowieścią o skutkach niepohamowanej pychy oraz brutalnej zemście (sporą część eposu zajmują planowanie oraz przygotowania do rzezi gachów umniejszających z każdym dniem majątek Odysa). Poza tym tak naprawdę bez pomocy Ateny Odyseusz nigdy nie wyszedłby z czarnej dupy, w której znalazł się na własne życzenie, a Telemach nie dożyłby upragnionego powrotu ojca. Bardzo irytowało mnie powtarzane zbyt często w filmie prawo Zeusa dotyczące gościnności (każdy przybysz zasługiwał na życzliwe przyjęcie). Ponadto przy budżecie w wysokości 250 milionów USD można się było wystarać o zdecydowanie lepsze CGI w niektórych scenach.
© 2026 Universal Pictures.

Jeśli chodzi o aktorstwo to Matt Damon sprawdza się dosyć dobrze jako zmęczony życiem Odyseusz w wizji Nolana, ale raczej średnio przystaje do mojego wyobrażenia homeryckiego herosa. Anne Hathaway wypada całkiem nieźle w roli Penelopy, w przeciwieństwie do kompletnie irytującego i nieporadnego Toma Hollanda wcielającego się w Telemacha. I tak się zastanawiam czy w pakiecie z Tomem należało zatrudnić Zendayę, w której wykonaniu Atena nijak nie przystaje do książkowej pewnej siebie Pallady, ale w pewien sposób dobrze komponuje się ze smutkiem Matta Damona? Z postaci drugoplanowych warto wyróżnić Johna Leguizamo, grającego wiernego Eumajosa oraz Benny’ego Safdie jako bezapelacyjnie epickiego Agamemnona. Jednak cały show kradnie Robert Pattinson, wcielający się w czołowego przywódcę gachów, Antinoosa, przebiegłego kutasa jakich mało. Naprawdę, wspaniała rola, przy czym warto zaznaczyć, że w poemacie Homera tenże zalotnik zostaje wyróżniony przez Odyseja i dostaje strzałę w gardło jako pierwszy.
© 2026 Universal Pictures.

Jeśli nie czytaliście Odysei, Wasze podejście do filmu Nolana może być zgoła odmienne i docenicie pewne walory tejże adaptacji. Niemniej po zapoznaniu się z oryginałem zdecydowanie bardziej zwróciłem się ku epickim wersom Homera i niebywałej relacji Odyseja i Pallas Atene:

A tak gdy przed królewski szczytny dworzec przyszli,
Atene jasnooka ozwie się w tej myśli:
“Oto, dziadku wędrowny, dwór, o który pytasz,
Masz przed sobą; tu w kole biesiadnym powitasz
Władyki tego kraju - wszystko ród Zeusowy.
Idź prosto, nie trwóż sobą i nie trać nic głowy.
Śmiały idzie przebojem i przeto wygrywa,
Mniejsza, czy cudzoziemcem do obcych przybywa".

© 2026 Universal Pictures.
Ocena: 6/10.

*Wszystkie cytaty pochodzą z Odysei w przekładzie Lucjana Siemieńskiego, wydanej przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1992. 
W tym tekście Odyseusz występuje również jako Odys lub Odysej, a Atena jest określana także jako Atene lub Pallas/Pallada.

środa, 29 kwietnia 2026

"Caught Stealing" (2025)

Trouble is to a man like rust is to iron.

"Caught Stealing" (w polskiej wersji "Złodziej z przypadku") zapowiadał się, a przynajmniej takie były oczekiwania, jako lekki film sensacyjny z domieszką komediową, idealny na sobotni wieczór po ciężkim tygodniu. Co prawda za ekranizację wydanej w 2004 roku powieści autorstwa Charliego Hustona otwierającej trylogię o Henrym Thompsonie (oprócz Caught Stealing w jej skład wchodzą Six Bad Things z 2005 roku oraz A Dangerous Man z 2006 roku) zabrał się Darren Aronofsky, czyli reżyser lekkich i przyjemnych filmów takich jak "Requiem dla snu", "Pi", "Źródło", "Czarny łabędź" czy "Mother!" (recenzja w linku), ale był to tylko drobny, nieistotny szczegół. Przy okazji warto zwrócić uwagę na oryginalny tytuł, ponieważ jak się nieoczekiwanie okazało termin caught stealing oprócz oczywistego znaczenia ma także zastosowanie sportowe - oczywiście chodzi tu o niezwykle popularny w naszym kraju baseball (chociaż muszę przyznać, że w czasach podstawówki pod wpływem nadawanej na Polonii 1 japońskiej kreskówki "Baseballista" w mojej części osiedla powstały co najmniej dwie drużyny; prawie nikt nie znał zasad, prawdziwy sprzęt był poza naszym zasięgiem, ale i tak było fajnie). Niemniej chodzi o nieudaną próbę zdobycia kolejnej bazy, gdy piłka nie jest jeszcze w grze,  a zawodnik podejmujący wyzwanie zostaje wyeliminowany przez przeciwnika. Brzmi prosto? Zagrajcie sobie w baseball!

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

"Caught Stealing" to historia utalentowanego zawodnika baseballa, Hanka Thompsona (Austin Butler), którego karierę na wczesnym etapie przerwał tragiczny wypadek samochodowy. Po latach Hank mieszka w Nowy Jorku i pracuje jako barman w barze, spotykając się od czasu do czasu z Yvonne (Zoë Kravitz). Wszystko zmienia się, gdy jego brytyjski sąsiad Russ (Matt Smith) prosi go o opiekę na swoim kotem (to naprawdę piękny kot syberyjski). Hank, podejmując się prostego zadania, zostaje wplątany w poważne gangsterskie porachunki, co już na samym początku przypłaca ciężkim wpierdolem.

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

Jak wspomniałem we wstępie, spodziewałem się czegoś zdecydowanie lżejszego, chociaż jednocześnie nie można napisać, że jest to film ciężki i trudny do przyjęcia. W zasadzie fabuła nie jest skomplikowana, niemniej przytłoczył mnie trochę poziom przemocy, którego się po prostu nie spodziewałem po tym seansie. Już pierwszy, wyjątkowo ciężki wpierdol, który wyłapuje nasz bohater, kończy się dla niego śpiączką, amputacją nerki i groźbą zaprzestania spożywania alkoholu do końca życia (co w sumie przeraża Hanka tylko przez kilka godzin, a potem i tak uderza w ostry melanż). A to dopiero początek pasma kłopotów, w którego skład wejdą średnio ogarnięci gangsterzy, skorumpowana policja, beztroski bankier przestępców, handel narkotykami, zrywanie szwów, womitacje, tortury,  czy zabójstwa całkiem niewinnych osób. Darren Aronofsky w fascynujący sposób przedstawił wciąganie kompletnie niewinnego Hanka w nieustającą spiralę naprawdę brutalnej przemocy, która mogłaby doprowadzić do kompletnego załamania się psychicznego postaci. Tu nie ma żartów - jeśli znalazłeś się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie to po prostu kończysz żywot bez mrugnięcia oka.

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

Akcja "Caught Stealing" została osadzona w 1998 roku i zrobiono naprawdę sporo, aby Nowy Jork przypominał miasto z tamtego okresu (a to jest jeszcze przed WTC przecież!). Lower East Side, gdzie mieszka i pracuje Hank, nie wygląda jak miejscówka z "Friends" czy jakiejś komedii romantycznej, ale zawalone jest śmieciami, brudem i bezdomnymi. Gangsterzy, których Hank spotyka na swojej drodze, również nie są tytanami intelektu czy geniuszami zbrodni, a raczej bezmyślnymi i brutalnymi wykonawcami poleceń, którym z pewnością brakuje polotu i finezji. No może z wyjątkiem Lipy (Liev Schreiber) i Shmully’ego (Vincent D'Onofrio), którzy wydają się być najbardziej ogarnięci, co jednak nie oznacza, że można ich nazwać pozytywnymi postaciami (w sumie to pasowaliby mi trochę do "Przekrętu" Guya Ritchiego). Jedyne, co tak naprawdę nie do końca pasuje do całej tej krwistej i brutalnej historii, to moim zdaniem zakończenie, ale o tym musicie przekonać się już sami (niemniej po tych wszystkich niezasłużonych cierpieniach można je zrozumieć jako pewną formę nagrody dla Hanka).

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

Na razie widziałem Austina Butlera w zaledwie kilku filmach, ale muszę przyznać, że w każdym w nich stworzył kreację, którą trudno zapomnieć. Nie inaczej jest w przypadku "Caught Stealing" - Hank mierzący się z własnymi traumami z przeszłości w jego wykonaniu po prostu niesie na barkach ten film. Bardzo dobra rola w średniej produkcji, Butler przyćmiewa swoją gwiazdą pozostałą obsadę. Fajnie będzie mi się kojarzył Matt Smith z imponującym irokezem, wcielający się w Russa. Oklaski ode mnie także dla Zoë Kravitz za bardzo sympatyczną rolę starającej się wyciągnąć Hanka z bagna Yvonne. Nie mogę natomiast przekonać się do postaci detektyw Roman, którą zagrała laureatka Oscara Regina King. Czegoś wyjątkowego w tym przypadku po prostu zabrakło (może wiarygodności jej postaci). Świetnie natomiast w roli Bud wypadł kot Tonic. A i zawsze miło zobaczyć na ekranie Laurę Dern, choćby przez kilka sekund i wypowiadającą jedno, dosadne fuck.

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

Podsumowując "Caught Stealing" to film całkiem wciągający, aczkolwiek brutalny i momentami wręcz absurdalny pod pewnymi względami. Warto zapoznać się z produkcją Darrena Aronofsky’ego choćby ze względu na bardzo dobrą rolę Austina Butlera czy dla obejrzenia nieoczekiwanych efektów historii wciągnięcia zwykłego człowieka w bezwzględne gangsterskie porachunki.

© 2026 Sony Pictures Digital Productions Inc.

Ocena 7/10.

Ps.

Nie czytałem powieści Charliego Hustona, która chyba nawet nie została wydana w Polsce, więc nie oceniam filmu pod względem wierności książkowemu pierwowzorowi. Kiedyś, jak może przeczytam, to napiszę parę słów o tym, ale moja lista książek wydłuża się z każdym dniem, a czasu wcale nie przybywa.