Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew Howard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew Howard. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 lipca 2021

"Tenet" (2020)

 There's a cold war. Cold as ice. To even know its true nature is to lose.

Po ostatnich recenzjach serialowych, wraz z nadejściem prawdziwie upalnego i zdecydowanie zbyt często niestabilnie burzowego lata, postanowiłem przerzucić się trochę bardziej na teksty poświęcone filmom. Nie da się oczywiście ukryć, że duży wpływ na tę decyzję miało rozpoczęcie kolejnej, piętnastej już, edycji Letniego Taniego Kinobrania w krakowskim Kinie Pod Baranami. W tym roku na festiwalu pojawiło się dużo ciekawych pozycji, ale jak to zwykle bywa często bezlitosne godziny projekcji uniemożliwiają zobaczenie wszystkiego, co bym chciał. Na szczęście w przypadku ostatniego dzieła Christophera Nolana rozpiska festiwalowa była ogromnie łaskawa, dzięki czemu możecie właśnie czytać tekst o "Tenet". Od razu muszę dodać, że "Tenet" w przeczytanych przeze mnie recenzjach dostawał różnorakie oceny, niemniej rzadko się zdarzało, aby było one niespolaryzowane. Zabawna sytuacja miała miejsce na portalu newonce: po pierwszym seansie powstał tekst chwalący produkcję Nolana, po drugim podejściu wylało się na nią gówno ze szczynami. Takie rzeczy nie nastrajają mnie raczej optymistycznie, to też pełen lęku i obaw wybrałem się z ukochaną w upalne i duszne popołudnie do Kina Pod Baranami (upalne i duszne popołudnie zamieniło się potem w burzowy wieczór).

 ©2020 WARNER BROS. ENT. 

W "Tenet" od samego początku zostajemy wrzuceni w wir błyskawicznej akcji, w której tak naprawdę nic nie wiadomo. Bezimienny agent CIA (?), zwany dalej TYM lub jakimś (z angielskiego the/a) Protagonistą (John David Washington) bierze udział w szturmie na operę w Kijowie, którą opanowali terroryści (?). Operacja nie kończy się jednak zakładanym sukcesem (?), a w efekcie nasz dzielny bohater trafia do niewoli (?), z której wykupują go jakieś bliżej nieznane agencje rządowe (?). W ramach nowego zadania Protagonista otrzymuje jedynie tajemnicze słowo TENET oraz gest splecionych dłoni (serio, tak jest w filmie). Wraz z sympatycznym szpiego-fizykiem Neilem (Robert Pattinson) Protagonista wyrusza w szaleńczą podróż po niemal całym świecie, aby wyjaśnić zagadkę Tenet i powiązanego z nią rosyjskiego oligarchy Satora (Kenneth Branagh).

 ©2020 WARNER BROS. ENT.

Opis fabuły brzmi z pewnością dziwnie i dosyć tajemniczo, ale bardzo trudno jest napisać o czym dokładnie jest "Tenet" bez podawania zbyt dużej liczby informacji, które popsują Wam samodzielne ich odkrywanie. Jak już pisałem we wstępie, po tym dziele Nolana spodziewałem się naprawdę niewiele (w szczególności, że reżyserowi pomagał amerykański fizyk teoretyczny Kip Thorpe, z którym wysmażyli jakże udany "Interstellar") i muszę przyznać, że zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony w naprawdę wielu aspektach. Z drugiej strony warto też zauważyć, że "Tenet" zawiera masę błędów, nonsensów i absurdów, których nie mogą przykryć ekspresowe prowadzenie akcji oraz próby stworzenia widowiskowego i spektakularnego dzieła. Warto zadać sobie po seansie wiele pytań dotyczących poszczególnych wydarzeń w filmie, logiki postępowania bohaterów (w szczególności tej odwróconej) oraz ich sensu w ostatecznym kontekście finału. W naszym, dwuosobowym domowym, ognisku film Nolana wywołał bardzo burzliwe dyskusje zaczynające się od standardowego o co tu chodzi, a kończące na wnikliwej analizie poszczególnych scen i działań podejmowanych przez bohaterów. Muszę przyznać, że były to zdecydowanie fascynujące konwersacje!

 ©2020 WARNER BROS. ENT.

Tak naprawdę moje pierwsze wrażenie związane z "Tenet" to głośność. Siedząc w kinie miałem wrażenie, że produkcja Nolana jest chyba z trzy razy głośniejsza od normalnego filmu (i jeszcze te charakterystyczne, wywołujące niepokój dźwięki). Poza tym wszystko wygląda bardzo efektownie i widowiskowo. Razem z Protagonistą podróżujemy po różnych lokacjach, niczym w kolejnym filmie o przygodach Jamesa Bonda. Tym razem zwiedzamy m.in. Kijów, Tallinn, Indie, Londyn, wybrzeża Wietnamu, Oslo oraz zapomniane przez wszystkich opuszczone miasto w Rosji. Towarzyszą nam oczywiście drogie jachty, szykowne garnitury, dzieła sztuki oraz najlepsze restauracje. Nie mogło także zabraknąć dziewczyny Bonda, w którą brawurowo wcieliła się Elizabeth Debicki (Kat), aczkolwiek jej rola jest bardzo zbliżona do analogicznego występu w serialu "The Night Manager". Efekty specjalne się czasem bardzo interesujące, ale jednak często nie wypadają więcej niż średnio. Finałowa sekwencja, w założeniu totalnie widowiskowa, grzęźnie jednak w formie, którą przyjęli twórcy i wyraźnie widać, że nie wszystko poszło tam zgodnie z założonym planem.

 ©2020 WARNER BROS. ENT.

Jedną z największych zalet "Tenet", oprócz zabawy z czasem, jest doskonałe aktorstwo. I nie mówię tu akurat o roli Johna Davida Washingtona, która jest naprawdę spoko, zagrana z luzem, ale czasami wydawało mi się jakby Protagonista był bohaterem "BlacKkKlansman". Nie jestem uprzedzony, czasem pojawiało się coś fascynującego w tej kreacji, ale jednak reszta obsady poradziła sobie lepiej. Największe propsy dostaje oczywiście Robert Pattinson za genialną wręcz rolę Neila. Swoją drogą jest to postać o wiele bardziej interesująca od Protagonisty (każdy chyba chciałby takiego ziomala) i zdecydowanie lepiej zagrana. Elizabeth Debicki (Kat) w roli dziewczyny Bonda również wypada bardzo fajnie i dobrze wpisuje się w klimat tej tajemniczej opowieści. Wcielający się w rosyjskiego oligarchę Kenneth Branagh jest na tyle przekonujący, że raczej nie pomyślelibyście, iż urodził się w Belfaście. Warto również wspomnieć, że jak to bywa już często u Nolana, epizodycznie Michael Caine gra samego siebie.

 ©2020 WARNER BROS. ENT.

Wiem, że w recenzji trochę ponarzekałem na różne aspekty "Tenet", aczkolwiek poza fajnym aktorstwem dostrzegam duży potencjał w dziele Nolana. Zabawy z czasem sprawiają, że film nabrał bardzo unikalnego klimatu, który bardzo mi odpowiada, aczkolwiek nie jest jednak w stanie przesłonić oczywistych wad. Dlatego też "Tenet" otrzymuje ocenę trochę wyższą od wyjściowego pięć-zero: była szansa na zdecydowanie więcej, ale trzeba się bardziej postarać. Jest to jednak na tyle interesujące zjawisko, że warto się z nim zapoznać i wyrobić sobie własną opinię.

 ©2020 WARNER BROS. ENT.

Ocena: 6/10.

niedziela, 30 maja 2021

"Perry Mason" (2020, sezon 1)

 We do what we don't like so the greater good gets served.

Ostatnio kinowych premier jak na lekarstwo, więc nieunikniona stała się kolejna wyprawa do bogatej oferty serialowego wszechświata. Ponieważ całkiem niedawno odświeżyłem sobie "Chinatown" Romana Polańskiego, zapragnąłem pozostać w stylistce kryminału noir (którą de facto i tak bardzo lubię). Akurat nadarzyła się ku temu świetna okazja w postaci serialu "Perry Mason", który oparto na twórczości amerykańskiego pisarza Earle’a Stanleya Gardnera. Ponad osiemdziesiąt powieści poświęconych temu bohaterowi zyskało dużą popularność, a latach 1957-66 emitowano serial pod tym samym tytułem, na który złożyło się aż 271 odcinków! Wynik imponujący i raczej niemożliwy w dzisiejszych czasach do powtórzenia, gdyż w premierowym sezonie nowej wersji dostaliśmy standardowe osiem epizodów. No, ale w wymagającej i trudnej rzeczywistości pandemicznej nie ma przecież co narzekać na tak błahe problemy! W szczególności, że twórcy współczesnego "Perry’ego Masona" postanowili dodać trochę bardziej mroczny i realistyczny klimat do współczesnej wersji opowieści.

© 2021 Home Box Office Inc.

Akcja serialu rozgrywa się na przełomie 1931 i 1932 roku w toczonym przez zgniliznę moralną Los Angeles. Wiecznie nieogolony i zapijaczony Perry Mason (Matthew Rhys) to drobny detektyw, wykonujący niespecjalnie ważne zlecenia (np. zdobycie zdjęcia popularnego aktora uprawiającego seks i obżerającego się, gdy szarzy ludzie głodują). Marna egzystencja naszego bohatera zmienia się, gdy zaprzyjaźniony z nim prawnik E.B. Jonathan (John Lithgow) podejmuje się sprawy dotyczącej szokującego zabójstwa kilkumiesięcznego dziecka małżeństwa Dodsonów, które zostało wcześniej porwane dla okopu. Sytuację komplikuje dodatkowo tradycyjna już nieudolność lokalnej policji oraz dziwne powiązania zbrodni z jeszcze dziwniejszą, fanatyczną wspólnotą religijną skupioną wokół charyzmatycznej Siostry Alice (Tatiana Maslany).

© 2021 Home Box Office Inc.

Ponieważ uwielbiam stylistykę kryminałów noir, byłem wręcz zachwycony, że twórcy "Perry’ego Masona" poszli właśnie w takim kierunku. Nie przypominam sobie z dzieciństwa, żebym kiedykolwiek oglądał oryginał (nie czytałem także ani jednej książki), ale chyba wcześniej Perry nie babrał się aż tak mocno w zgniliźnie moralnej Miasta Aniołów. Zabójstwa niemowląt, przekręty finansowe, alkoholizm, narkomania, rasizm, korupcja w policji, polityczne ambicje prokuratora (he, he) czy fanatyczne chrześcijańskie ruchy religijne raczej nie gościły na ekranach telewizorów na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Także, mimo święcącego nieustannie kalifornijskiego słońca, nurzamy się wraz z głównym bohaterem w odmętach odrażającego niekiedy świata, który funkcjonuje pod kolorową fasadą Los Angeles. Pod względem fabuły, która rozwija się raczej mozolnie i bez brawury, nie mogę się naprawdę przyczepić do czegokolwiek. Co ciekawe mamy tu również do czynienia nie tylko z perypetiami prywatnego detektywa, ale wraz z rozwojem sytuacji szala przechyla się w stronę dramatu sądowego (co w tym przypadku nawet mi specjalnie nie przeszkadza, w szczególności, jeśli weźmiemy pod uwagę nie do końca uczciwe i amoralne metody działania Perry’ego).

© 2021 Home Box Office Inc.

Niezwykle spodobała mi się scenografia w serialu. Abstrahując już od kostiumów bohaterów, które wyglądają naprawdę super, to te wszystkie auta i wnętrza robią naprawdę imponującą robotę. Do tych wizualnych atrakcji twórcy zafundowali nam naprawdę ciekawe przeżycia na rewelacyjnej ścieżce dźwiękowej, a także swego rodzaju czołówkę, która również bardzo przypadła mi do gustu. Warto również zwrócić uwagę, że w serialu przenosimy się nie tylko w lata 30-te XX stulecia, ale także mamy do czynienia z przejmującą wyprawą w czasy I wojny światowej by zobaczyć schyłek kariery wojskowej Masona. Te niezbyt długie, ale wyjątkowo dramatyczne sekwencje, mogą wywołać naprawdę piorunujące wrażenie i spokojnie mogłyby się znaleźć w jakimś oscarowym filmie wojennym. Zatem podsumowując: w kwestiach realizacyjnych jest naprawdę doskonale i nie można się do niczego przyczepić. Widziałem dotychczas dwa odcinki "Króla", zrealizowanego przez Canal+, i chyba jeszcze trochę przed nami zostało pracy do wykonania (albo po prostu polskie seriale potrzebują znacznie większych budżetów niż dotychczas). We wstępie pisałem o uwspółcześnianiu serialu, co w przypadku "Perry’ego Masona" generalnie miało zdecydowanie więcej zalet niż wad, ale niestety doprowadziło także do sytuacji, które mi się średnio podobały. Rozumiem, że twórcy musieli sprostać wymogom poprawności politycznej, ale chyba jednak delikatną przesadą jest zmiana koloru skóry funkcjonariusza Drake’a, w którego wcielił się Chris Chalk (chociaż aktor poradził sobie naprawdę dobrze  tej roli). Ja rozumiem, że pierwsi czarnoskórzy funkcjonariusze służyli w LAPD już pod koniec XIX wieku, ale to spora zmiana w stosunku do pierwowzoru. Trochę inaczej wygląda orientacja seksualna jednej z głównych bohaterek, gdyż twórcy wykazali się tutaj sporą subtelnością i w zasadzie taka zmiana w stosunku to oryginału wypada po prostu znacznie ciekawiej.

© 2021 Home Box Office Inc.

Przechodząc do dalszej części pozwolę sobie zająć Wam chwilę poświęcając kilka słów na ważniejsze postacie oraz aktorstwo. Główny bohater z pewnością średnio nadaje się na temat szkolnych wypracować pod tytułem: postać, którą podziwiam. Perry Mason to co prawda oficer z I wojny światowej, ale w stanie kompletnego rozkładu psychicznego. Po rozwodzie z żoną raczej średnio ogarnia swoją egzystencję, popadając w alkoholizm, długi i kompletnie zapuszczając farmę oddziedziczoną po rodzicach. Życie zawodowe to też pasmo taplania się w rynsztokach L.A. i nieudolne próby zarobienia większych pieniędzy, kończące się najczęściej przysłowiowym wpierdolem. Jakkolwiek to źle zabrzmi, Matthew Rhys idealnie wpasował się w ten depresyjny obraz prywatnego detektywa, którego w zasadzie jedyną zaletą jest bezwarunkowe poszukiwanie prawdy. Ciężko mi wyobrazić sobie innego aktora, który tak dobrze wcieliłby się w wiecznie zmiętego, skacowanego i zmęczonego życiem Perry’ego. Pozostając w niewesołym klimacie warto także zwrócić uwagę na E.B. Jonathana, którego znakomicie zagrał John Lithgow. Kiedyś solidny prawnik, na stare lata uderzył raczej do świata mrzonek i fantazji na temat swoich talentów, co zresztą bardzo szybko i bardzo brutalnie weryfikuje rzeczywistość. Jest to o tyle przejmująca kreacja, że po prostu proces uświadamiania sobie przez bohatera jak kompletnie nic nie znaczy jest po prostu koszmarnie smutny. No, ale przy takich średnio ogarniętych panach, ktoś przecież musi to wszystko trzymać za jaja. I tym momencie warto poświęcić kilka słów na jedną z moich ulubionych postaci, czyli Dellę Street, brawurowo zagraną przez Juliet Rylance. To właśnie Della umożliwia działanie naszym bohaterom wykonując często tytaniczną pracę, a w nagrodę dostając jedynie pretensje i pomiatanie jej osobą. Juliet Rylance stworzyła świetną rolę pełną ciepła, a jednocześnie stanowczości i uporu w dążeniu do celu. Przy okazji Delli nie mogę nie wspomnieć o jej sympatycznej towarzyszce Hazel (Molly Ephraim), a także o ponownie brylującym na drugim planie Shea Whigham (Pete). Na koniec zostawiam ciekawą rolę Tatiany Maslany, która bardzo ciekawie zagrała na pozór charyzmatyczną Siostrę Alice, na której opiera się wspólnota chrześcijańskich fanatyków religijnych.

© 2021 Home Box Office Inc.

"Perry Mason" to bardzo udana produkcja, którą wyróżnia wysoki poziom realizacji oraz galeria interesujących i świetnie zagranych postaci. Oczywiście polecam Wam ten serial z pełną odpowiedzialności i mam nadzieję, że będziecie się bawić tak wspaniale jak ja. Na koniec pozostaje mi życzyć, aby pandemia nie pokrzyżowała planów twórcom i kolejne sezony powstawały szybko i bez straty dla jakości serialu.

© 2021 Home Box Office Inc.

Ocena: 9/10.