Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angourie Rice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angourie Rice. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 czerwca 2021

"Mare of Easttown" (2021, sezon 1)

 I always imagined I’d be a cop. 
It’s the life around me I didn’t expect to fall apartso spectacularly.

Jak to przeważnie ze mną bywa, poniższa recenzja powstaje ze sporym opóźnieniem, ponieważ ostatni, siódmy odcinek "Mare of Easttown" wyemitowano jeszcze w ubiegłym miesiącu (30 maja). Co prawda pierwsze przemyślenia i notatki do tekstu zaczęły powstawać bardzo szybko w trakcie długiego weekendu na początku czerwca, ale piękne krajobrazy zielonych łąk z kolorowymi kwiatami, typowe dla Ponidzia, zachęcały raczej do długich rowerowych wycieczek niż do pisania. Ponadto jak doskonale wiemy, każdy wiosenno-letni długi weekend w Polsce oznacza celebrację grilla, a przecież do takich smakołyków nie podaje się raczej jedynie wody mineralnej lub kompotu. Tak więc wśród śmiechu, białego wina i aromatów grillowanych potraw zacząłem tworzyć zręby niniejszego tekstu. A dlaczego akurat "Mare z Easttown" spytać możecie? Otóż zaczęliśmy oglądać serial HBO jeszcze w mroczniejszych czasach pandemii, gdy z kinami było raczej średnio, a finalnie okazał się na tyle interesujący, że postanowiłem poświęcić mu kilka akapitów. W międzyczasie przeczytałem także wiele opinii wychwalających pod niebiosa tę produkcję, z którymi nie do końca mogę się zgodzić, więc musiałem też napisać coś w delikatnej kontrze.

© 2021 Home Box Office Inc.

Akcja serialu rozgrywa się w niewielkim miasteczku w Pensylwanii. Detektyw sierżant Mare Sheehan (Kate Winslet) pracuje w lokalnej policji, aczkolwiek bez spektakularnych sukcesów. Policjantkę prześladuje nierozwiązana sprawa zaginięcia córki jej koleżanki z czasów licealnych, Dawn (Enid Graham), która trwa już ponad rok. Dodatkowo Mare przeżywa osobistą traumę wynikającą z samobójstwa jej syna. Zajmowanie się małoletnim wnukiem oraz niełatwe relacje z nastoletnią córką (Angourie Rice) oraz lubiącą zaglądać do kieliszka matką (Jean Smart) raczej nie ułatwiają egzystencji naszej bohaterki. Tymczasem Mare zostaje przydzielona do sprawy, która wstrząsnęła lokalną społecznością: zabójstwa nastoletniej matki Erin McMenamin (Cailee Spaeny), która osierociła małe dziecko.

© 2021 Home Box Office Inc.

Jak można łatwo zauważyć po opisie fabuły serialowe Easttown nie jest raczej wesołym miejscem, w którym zawsze świeci słońce, a mieszkańcy są uśmiechnięci i śpiewają razem piosenki trzymając się za ręce. Jest wręcz przeciwnie – jeśli ktoś nie wyjechał z miasta za młodu w pogoni za lepszej jakości życiem, to powoli zgnije w tej depresyjnej dziurze pozbawionej perspektyw, gdzie dodatkowo wszyscy się znają (w zasadzie zastanawia mnie czym zajmują się poszczególni bohaterowie i jakie mają źródła dochodów). Świat przedstawiony w "Mare z Easttown" jest wysoce depresyjny – przemoc, samobójstwa, narkomania, pedofilia w kościele, alkoholizm (wielu z bohaterów nosi irlandzkie imiona i nazwiska, przypadek?) są na porządku dziennym i zatruwają życie mieszkańcom nawet tak nieistotnego dla nikogo miasteczka. Po obejrzeniu pierwszego odcinka miałem wrażenie, że oto nieoczekiwanie powstał czwarty sezon "True Detective" i wyszedł po prostu pod innym szyldem. Jednakże w odróżnieniu od tej serii "Mare z Easttown" kładzie zdecydowanie mniejszy nacisk na policyjną robotę, skupiając się raczej na rodzinnych dramatach. Wielu osobom przypadło to do gustu, u mnie natomiast takie rozłożenie akcentów jest trochę rozczarowujące, gdyż całe to śledztwo zostało potraktowane trochę po macoszemu (szczególnie, że w ostatnich odcinkach dzieje się sporo różnych rzeczy). Brakuje mi również wyjaśnienia pewnych kwestii związanych z morderstwem, ale to zdecydowanie zbyt grube spoilery, żeby je tutaj opisywać.

© 2021 Home Box Office Inc.

No dobra, nie wszystko poszło może idealnie, ale przecież pamiętam doskonale z jakim nastawieniem czekaliśmy na każdy kolejny odcinek "Mare z Easttown" (nie było szans poczekać na wszystkie odcinki i zrobić binge-watching). Jednak twórcom udało się stworzyć wyjątkowy klimat fikcyjnego Easttown i poczucie lokalnej wspólnoty posługującej się dialektem Delco, charakterystycznym dla okolic, w których rozgrywa się akcja serialu. W tym kontekście zwróćmy uwagę na choćby pierwszy odcinek, w którym poznajemy sportowy sukces Mare z czasów liceum, który wywarł tak duży wpływ na społeczność, że jest celebrowany niemal jako święto, a nasza bohaterka zostaje obdarzona tytułem Lady Hawk. To co wyróżnia serial to także bezkompromisowy stosunek Mare do lokalnej społeczności. Policjantka ma totalnie wyjebane na to co mówią o niej ludzie, potrafi bez żadnej wątpliwości aresztować osoby, z którymi wieczorami żłopie browary i zasadniczo średnio przejmuje się skutkami swoich działań (często raczej nieprzemyślanych i lekkomyślnych – vide akcja z matką Drew). Początkowo spodziewałem się raczej innego schematu: Mare będzie tonęła w lokalnym koneksjach (siedź cicho kiedy trzeba) i nigdy nie wyjaśni sprawy albo zmusi ją do tego zewnętrzna pomoc w postaci detektywa Zabela (Evan Peters). Aczkolwiek podobnie jak w typowaniu wyników na Euro, zaliczyłem sromotną klęskę w przewidywaniach. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że twórcy postawili tym razem na dosyć niestandardową liczbę odcinków: zamiast klasycznych ośmiu dostajemy jedynie siedem.

© 2021 Home Box Office Inc.

Kiedyś myśląc o Kate Winslet zawsze miałem przed oczami unoszące się na lodowatej wodzie drzwi z RMS Titanic. Dzisiaj, bogatszy w doświadczenia o filmy takie jak "Eternal Sunshine of the Spotless Mind" czy "Revolutionary Road", mam o wiele szerszą perspektywę. Nawet tym tle kreacja Mare jest po prostu epicka. To nie jest piękna pani policjantka z uśmiechem na twarzy prostu z TVNu. To totalnie zmęczona życiem, szorstka w obejściu kobieta, która nie ma czasu na makijaż, a pierwszą czynnością po przyjściu do domu jest otwarcie piwcia. Mare nie była co prawdą postacią, którą kiedykolwiek polubiłem, ale nawet mimo tego jestem w stanie docenić warsztat aktorski Kate Winslet i to co pokazała w tym serialu – klasa światowa! Po ostatnim odcinku wydawało mi się, że "Mare z Easttown" trawi brak dobrych postaci drugoplanowych. Jednakże pisząc recenzję zaczęły mi się przypominać poszczególne postacie z serialu i wyszło z tego całkiem niezłe, co ciekawe bardzo kobiece, zestawienie. Zdecydowanie moją ulubioną bohaterką została Siobhan (Angourie Rice), ale nie mogę pominąć świetnej ról Helen (Jean Smart), Lori (Julianne Nicholson) czy jednego z najsmutniejszych i depresyjnych występów w postaci Erin (Cailee Spaeny). Z kolei, gdyby ktokolwiek wpadł na pomysł zrobienia reboota nowych "Star Wars" to Jack Mulhern (Dylan) idealnie nadaje się na nowego Kylo Rena. Na koniec zadajmy sobie jeszcze pytanie po co w serialu jest Guy Pearce (Richard) i co jego postać wnosi do fabuły?

© 2021 Home Box Office Inc.

Nie da się ukryć, że "Mare of Easttown" odniósł ogromny sukces, zarówno wśród widowni, jak i u krytyków. Słyszałem już nawet pogłoski, że HBO na fali pozytywnego oddźwięku pozostanie w uderzeniu i zrealizuje kolejny sezon serialu. Póki co zachęcam Was do zapoznania się z epicką rolą Kate Winslet i społecznością z Easttown. Jestem jakoś dziwnie przekonany, że nie będziecie zawiedzeni.

© 2021 Home Box Office Inc.

Ocena: 8/10.


czwartek, 25 sierpnia 2016

"The Nice Guys"



So you're telling me you made a porno where the plot is the point?

Ponieważ jakiś czas temu słyszałem dosyć pochlebne opinie o "The Nice Guys" postanowiłem sprawdzić ostatnie dzieło Shane’a Blacka. Chociaż dotychczasowy dorobek tego reżysera nie powala na kolana pod względem ilościowym (m.in. "Kiss Kiss Bang Bang" oraz "Iron Man 3") to oddał niebywałe zasługi dla kinematografii na przełomie lat 80-tych oraz 90-tych tworząc dzieła pokroju "Zabójczej broni" (wydatny wpływ na całą serię), "Ostatniego skauta" czy "Długiego pocałunku na dobranoc". Cokolwiek nie myślicie o tych produkcjach to jednak musicie przyznać, że widzieliście każdą z nich i to nie jeden raz! Komedia, a w szczególności sensacyjna, to jednakże nieliche rzemiosło i nie raz już miałem okazję oglądać kompletne porażki obiecujących projektów. Ze wspomnianego "Kiss Kiss Bang Bang" zachowałem jednakże całkiem pozytywne wspomnienia, a i w ostatnich latach powstało trochę naprawdę zabawnego kina (m.in. "Tropic Thunder", obie części nowego "Jump Street" czy choćby "Dope"), które nie uwłaczałoby mojej godności.
źródło: http://www.impawards.com
Akcja "Równych gości" została osadzona w 1977 roku w Los Angeles. Pod jednym względem ówczesne Miasto Aniołów przypomina współczesny Kraków: w obu metropoliach do wiadomości publicznej podawane są komunikaty sugerujące mieszkańcom pozostanie w domu z powodu wysokiego poziomu zanieczyszczenia powietrza (ale przynajmniej w L.A. świeci słońce…). Holland March (Ryan Gosling), niezbyt rozgarnięty licencjonowany prywatny detektyw i przy okazji alkoholik, próbuje rozwiązać sprawę samobójstwa słynnej aktorki porno Misty Mountains (Murielle Telio). W trakcie śledztwa natrafia na trop niejakiej anarcho-aktywistki Amelii (Margaret Qualley), która może stanowić klucz do rozwiązania zagadki. Jednakże poszukiwania dziewczyny stają pod znakiem zapytania, gdy nasz bohater zbiera ciężki wpierdol od lokalnego bohatera i nielicencjonowanego prywatnego detektywa. Szybko okazuje się, że Jackson Healy (Russell Crowe) został wynajęty przez Amelię, a ponieważ jego młodociana pracodawczyni zniknęła postanawia połączyć siły z Marchem oraz jego niepokorną, nastoletnią córką (Angourie Rice).
© 2016 Warner Bros. Entertainment
Shane Black po raz kolejny udowodnił, że gatunek komedii sensacyjnej nie upadł jeszcze na samo dno odmętów kinematografii. Oczywiście nie sposób uciec od porównań od "Kiss Kiss Bang Bang" (ogólny, lekki klimat, relacje między parą głównych bohaterów), ale tak naprawdę pod pewnymi względami "The Nice Guys" zahaczają delikatnie o tak udane produkcje jak "Boogie Nights" (tematyka pornograficzna potraktowana z wyraźnym przymrużeniem oka) czy "L.A. Confidential" (choćby poprzez Russella Crowe’a oraz Kim Basinger). Scenariusz jest całkiem w porządku, aczkolwiek nie sposób nie odnieść wrażenia, iż multum w nim niezwykłych zbiegów okoliczności. Na szczęście twórcy podeszli do tematu całkiem młodzieżowo i zamiast utartych schematów czy kopiowania klisz dostaliśmy coś całkiem świeżego (najlepsze przykłady to niesztampowe rozwiązanie sceny z wow czy niebanalna próba pozyskania informacji od barmana). Rozwiązanie intrygi kryminalnej może nie jest w pełni satysfakcjonujące czy też odkrywcze, ale jak na komedię sensacyjną sprawdza się całkiem młodzieżowo.
© 2016 Warner Bros. Entertainment
Co najważniejsze "The Nice Guys" potrafił parę razy rozbawić mnie dokumentnie. Scena, w której Healy dobitnie sugeruje Marchowi, że auta nie trzeba prowadzić to moja ulubiona sekwencja w filmie. Dodatkowo, z uwagi na olbrzymiego owada, skojarzyła mi się od razu z legendarnym "Nagim lunchem". Mistrzowsko ukazano również konsekwencje nieudolnej próby włamania do baru czy flashback związany z nauką słowa equanimity (tłumaczonego najczęściej jako spokój umysłu). Bardzo zabawne było również nawiązanie do "Erotycznych przygód Pinokia" (It's not my nose that grows), które znalazło się w filmie w postaci fikcyjnego pornosa zatytułowanego "Pornocchio". Pod względem humoru nie mogłem zatem poczuć się rozczarowany, więc produkcję Shane’a Blacka mogę uznać za całkiem udaną. Ścieżka dźwiękowa jest naprawdę spoko i buja kiedy trzeba – znalazły się na niej miedzy innymi takie ponadczasowe hity jak Get Down On It Kool & The Gang. Zdjęcia i scenografia również spisały się bez przypału, doskonale wpisując w luzacki klimat końcówki lat 70-tych ubiegłego stulecia.
© 2016 Warner Bros. Entertainment
Sukces "The Nice Guys" w dużej mierze opiera się również na znakomitym aktorstwie. Sypiający w wannie z wodą, wiecznie pijany, momentami przygłupi i obleśny March to całkowite zaprzeczenie dotychczasowego wizerunku Ryana Goslinga. Dla aktora należą się spore brawa, ponieważ wcielając się w nową rolę wydaje się być wiarygodny i można odnieść wrażenie, że doskonale bawi się w konwencji filmu Shane’a Blacka. Z kolei Russell Crowe pod względem fizycznym nieoczekiwanie zaczął raczej przypominać Johna Goodmana niż Maximusa z "Gladiatora". Niemniej, wraz ze sporym wzrostem masy, Australijczyk nie zatracił wcale swoich zdolności aktorskich, znakomicie komponując się z młodszym kolegą po fachu. Rozpatrując kreacje męskie warto zwrócić uwagę na Matta Bomera wcielającego się w bezwzględnego asasyna działającego na zlecenie grupy trzymającej władzę. Co prawda konstrukcja tejże postaci nie do końca mnie przekonuje (przydałoby się więcej chłodnego profesjonalizmu), ale występ zaliczam do udanych. Przechodząc do płci pięknej nie sposób nie docenić nastoletniej (ale dla Humberta Humberta oraz Romana Polańskiego raczej już zbyt dojrzałej) Angourie Rice, która zagrała roztropną i ogarniętą życiowo córkę Marcha, Holly. Brawa także dla Margaret Qualley za rolę zwichrowanej anarchistki Amelii. A jako prawdziwą wisienkę na torcie mogę potraktować Kim Basinger (Juddith), chociaż każda męska, szowinistyczna świnia przypisze ten zaszczyt Murielle Tello, aby jeszcze bardziej uprzedmiotowić rolę kobiety w codziennym życiu.
© 2016 Warner Bros. Entertainment
"The Nice Guys" to naprawdę solidna, i co może nawet ważniejsze, całkiem zabawna produkcja. Z pewnością fani "Kiss Kiss Bang Bang" oglądając produkcję Shane’a Blacka nie poczują się rozczarowani, a są nawet wśród nas indywidualności twierdzące, że "Równi goście" są zdecydowanie lepsi. Jeżeli zatem macie ochotę pośmiać się troszkę w konwencji końcówki lat 70-tych to gorąco polecam.
© 2016 Warner Bros. Entertainment
Ocena: 7/10.